Mamy Dzieci

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!


Wszystkie rady znalezione na forach zebrane w całość. Wklejam, żeby nie zapomnieć i może po to, by przydało się też innym:

- jak najczęściej przystawiać dziecko do piersi - im częściej ssie, tym więcej mleka produkujemy, czyli jeśli podamy mieszankę sztuczną to o tyle co dziecko wypiło sztucznego, mniej wyprodukuje się mleka, bo zmniejsza się podaż,
- karmić też w nocy - wtedy zwiększa się poziom prolaktyny,
- często wydaje się, że jest za mało pokarmu w okolicach 3tyg, 6 tyg , 3 M i 6 M – wtedy są tak zwane skoki rozwojowe u dzieci i mamie wydaje się, że są wiecznie głodne i płaczą [mój maluszek jest właśnie w 6 miesiącu i mam dokładnie takie wrażenie]
- dla lepszego wypływu można piersi ogrzać przed karmieniem, np. przykładając gorącą pieluszkę tetrową,
- duuuużo pić, koniecznie po każdym karmieniu (nocą też!)
- po karmieniu odciągać laktatorem mleko jeszcze przez kilka, kilkanaście minut,
- pić Carmi, herbatki na laktację (najlepiej Bocianek), lampkę czerwonego wina (i nie więcej!),
- nie wolno pić: mięty, szałwii, herbaty czerwonej – hamują laktację,
- jeść regularnie,
- pilnować, by dziecko ssało, a nie przysypiało przy piersi,
- nie słuchać głupich głosów, że masz mało pokarmu i dziecku nie wystarcza, idealnie udać się po wsparcie do poradni laktacyjnej - to działa dobrze najczęściej na całą rodzinę,
- a aptece są dostępne granulki homeopatyczne na laktację
24.01.2012 o godz. 20:37
Synek zrobił mi niespodziankę. Odwróciłam się, żeby zaparzyć sobie herbaty, a on... usiadł w wózku. Był co prawda z tyłu lekko podparty, ale sam podniósł plecki do siadu. Czyli jakiś postęp jest.

Kiedy leży na brzuszku unosi pupę bardzo wysoko, wspierając się przy tym na wyprostowanych nogach. Ewidentnie chciałby się przemieszczać, ale do tego jeszcze ciut daleko.

Z innych rzeczy... cóż, od kiedy bobas zaczął lepiej sypiać w nocy, mam wrażenie, że laktacja zaczęła mi nieco spadać. A chciałam karmić go do 9. miesiąca. Nie wiem, czy dam radę. Dziś kilka herbatek dla matek karmiących, jutro wio do sklepu po karmi i do apteki po herbatkę Bocianek. Jeśli karmię już 6,5 miesiąca chcę wytrzymać do tych 9. I to chyba obecnie moje największe zmartwienie.

Ach, fakt wart odnotowania: drukuję swoją rozprawę naukową. 300 stron! Czekają mnie jeszcze poprawki, potem wysyłanie do recenzentów, ale jestem z siebie dumna, bo w końcu ten ostatni etap przebiega z dzieckiem w domu, gdzie też pracuję. Gdyby nie moja mama, chyba bym gryzła klawiaturę kompa z rozpaczy. Muszę jednak oddać mojej latorośli, że pozwolił mi popracować, gdy np. spał (a wciąż lubi pospać w dzień) lub grzecznie leżał obok na huśtawce.
24.01.2012 o godz. 20:30
... polegały na tym, że rodzice pojechali sobie do kina w sobotę i niedzielę, a babcie i jeden dziadek siedzieli w domu bawiąc Księcia.

Myślałam, że dzisiaj małżonek da sobie spokój z wyjazdem, ale strasznie spodobał mu się powrót do dawnych czasów, czyli kino, dobre jedzenie po i w domu jeszcze film na komputerze, tak "na dobicie", kiedy odebrany od Dziadków, wykąpany i wyprzytulany synek zasnął sobie smacznie.

Po całym dniu wczoraj poza domem stęskniłam się strasznie za własnym dzieckiem, a tu jeszcze dziś kino. Drugą połowę "Sherlocka..." spędziłam myśląc o tym, że chcę już wrócić do domu. Czy ja już kwalifikuję się jako ta matka, która ma absolutnego hopla na punkcie swojego synka?
22.01.2012 o godz. 20:52
Noc nad wyraz spokojna - karmienie o 2 i 6 rano, bez żadnych przerw na płacz i domaganie się piersi. Teraz długa drzemka, która trwa już chyba 1,5 godziny. Trochę spokoju, można popracować.

Bobas ładnie i pewnie stoi podtrzymywany, jednak samodzielnie jeszcze nie siedzi.

Pokasłuje - trochę się martwię, ale nie ma innych objawów. Wyczytałam, że to najprawdopodobniej z suchego powietrza, jakie było w weekend w hotelu. Temperatura pokoj: 23 stopnie, wilgotność pewnie na poziomie 5%. U nas w domu w nocy mam 18,5 stopnia, a nawilżacz powietrza dobija do 35-40%, więc mały miał nie lada przeskok. Jeśli się ten sporadyczny kaszelek utrzyma, znowu lekarz.
18.01.2012 o godz. 16:42
W nocy 1,5 godziny płaczu. Na wielkim ryku nie chciałam podać piersi ("jak pani da pierś na krzyku, to daje pani sygnał, że na mamę mały płacz nie działa, tylko duży"), więc poczekałam, aż się uspokoi. Płacz od 23:00 do 00:30. Koszmar.

Potem pobudka 4:30, 6:30 i 8 rano - wtedy już się na dobre obudził.

Niestety, jedna przespana noc była zdaje się wyjątkiem potwierdzającym regułę.

Wiem jednak, że to powinno minąć, kiedy przestanę go karmić piersią, czyli gdzieś tak w... marcu. Mam jeszcze trzy miesiące nieprzespanych nocy. Wytrzymałam pół roku, wytrzymam i to, a póki co będziemy próbować uczyć go samodzielnego usypiania w tych międzysennych budzeniach.



17.01.2012 o godz. 11:03
Powrót z 20-minutowym płaczem w samochodzie podczas drogi, ale twardo nie zatrzymaliśmy się, mając w pamięci słowa naszego nowego pediatry:

"Gdy ulegacie państwo wiedząc, że dziecko płacze bez wyraźnego dla państwa powodu, dajecie mu sygnał, że faktycznie jest coś nie tak."

Po 20 minutach synek zasnął, obudził się wesoły i wyspany - 3,5 godziny jazdy bez przerwy na karmienie też mnie zadowala.

A już w domu nigdy nie widziałam radośniejszego dziecka. Poznał, że jest u siebie.
16.01.2012 o godz. 15:15
- Zapisz na blogu, że miał dziś swoją pierwszą przespaną noc - mówi mój mąż budząc się dzisiaj.
- No, przecież nie do końca.
- Jakbym go nie obudził, to by spał dalej.
- Ale przecież my obudziliśmy się, bo stękał.

A stękał, bo był głodny. Pobudka była zatem z falstartem, o 3:45 (synek zasnął o 21:00). Po karmieniu dostał takiego przypływu energii, że nie spał przez kolejne 40 minut, a my razem z nim, podjarani faktem, że nasz synek wytrzymał prawie 7 godzin bez karmienia, śpiąc słodko i cicho jak aniołek. To absolutny rekord.

To nie koniec dobrych wiadomości - po 40 minutach berbeć zasnął, a my razem z nim. I spaliśmy wszyscy do 7:00, czyli do momentu, gdy zadzwonił budzik. A ja po śniadaniu zdrzemnęłam się z bobasem jeszcze godzinkę.

Tak - dziś naprawdę jestem wyspana. :)
sleeping-baby.jpg
15.01.2012 o godz. 11:03
6 miesięcy i pierwszy weekend "wyjazdowy".

Synek był cały dzień cierpliwy i grzeczny, a jak na niemowlę wrażeń miał niezwykle dużo. 3,5 godziny w samochodzie, w tym jedno karmienie w warunkach półpolowych, bo przystawianie do piersi tak dużego bobasa na tylnym siedzeniu, wśród toreb, może być problematyczne i po prostu niewygodne. Dzięki temu karmieniu jednak mieliśmy spokojne dziecko w hotelowej recepcji, które z uwagą przyglądało się całej procedurze.

Później szybkie rozpakowanie się w pokoju, stroje kąpielowe, Mały w szlafroczek (prezent od Cioci - full wypas! :D) i na basen. Tam woda okazała się dla niego za chłodna, więc posiedzieliśmy w jacuzzi. Początkowo Maluszek był spięty, później mu się podobało. Zresztą gdyby było inaczej na pewno dałby temu głośny wyraz. Zmywanie basenowego chloru w hotelowej łazience pod prysznicem z półrocznym dzieckiem jest małym wyzwaniem (bo jednak dziecko może wystraszyć się tego, że polewamy go wodą z prysznica), ale tak naprawdę zastanawialiśmy się, czy nie przeginamy, idąc dopiero do hotelowej restauracji ok. godziny 20:00. Kolację udało nam się zjeść najpierw z Synkiem w foteliku samochodowym, później przechodził z rąk do rąk. Ja jadłam, mąż trzymał i na odwrót.

Synek usnął dość szybko w turystycznym łóżeczku, którego używał tak naprawdę pierwszy raz. Miałam obawy, czy nowe miejsce nie będzie problemem, ale na razie wszystko wychodzi. Czyli jak się okazuje, można i z takimi berbeciami, chociaż nasz zrobił nam już dwie akcje, po których naprawdę baliśmy się tego wyjazdu.
14.01.2012 o godz. 21:50
Jesteśmy uparci, nasz mały berbeć też. I tak to trwa. On budzi się o 23:00, kwili, wierci się. Nie karmię go jednak, czekam z nadzieją, że w końcu uśnie. Przysypia, kwili, budzi się i tak na zmianę. W końcu ok. 1 nocy się łamię i karmię. Znowu pobudka o 4:30 rano, bez karmienia - zasnął i wytrzymał do 6:30. Potem wylądował już w naszym łóżku, ale za do dał pospać do 8:45, czyli bardzo długo i można powiedzieć, że jestem dziś wypoczęta.

Dążymy do tego, by zostało jedno karmienie między 20:00 a 6:00, mniej więcej o 1-2 w nocy. Po pobudkach co 1,5-2 godziny uważam, że mamy pewien sukces.

W końcu Rzymu w dzień nie zbudowali.
14.01.2012 o godz. 10:52


- To puste kalorie - przekonuje mój pediatra.

Dodam, że to utytułowany lekarz z długą praktyką.

Synek kaszek nie lubi i jeść ich nie chce. Wszystko inne wcina, czyli zupki ze słoiczków, owoce, no i cały czas moje mleko.

Zaczęłam się martwić, bo wszystkie mamy naokoło takie "kaszkowe", karmią swoje pociechy wieczorami na dobrze przespaną noc. U nas kaszki leżą, niebawem trzeba je będzie wyrzucić. Wszelkie smaki i rodzaje nie smakują.

Na szczęście pediatra pocieszył mnie:

- To sprytny wybieg marketingowy. Kaszki nie dostarczają nic, poza pustymi kaloriami w postaci węglowodanów. Nie mają żadnych innych wartości odżywczych. Podając je wcale nie urozmaica pani synowi diety - zapewnił.

- Jeśli zjada papki i wciąż jest na piersi, a przybiera zdrowo na wadze, nie ma absolutnie żadnych powodów, by dziecku wpychać na siłę kaszkę. Oczywiście producenci mają inne zdanie i będą pani mówić, że kaszka jest niezbędna w diecie malucha. Bzdura!

Jak bzdura, to bzdura.
14.01.2012 o godz. 10:46


Jesteśmy w trakcie wdrażania prywatnego programu "przespana noc". Byliśmy z synkiem u lekarza i spytaliśmy, czy to, że synek budzi się kilka razy w środku nocy, jest w porządku.

- On się nie budzi z głodu, tylko z potrzeby ssania piersi. Sen składa się z pięciu faz. Gdy te fazy miną, dorosły człowiek przekręca się na drugi bok i cykl rozpoczyna się na nowo. Niemowlę przebudza się i potrzebuje "ułatwienia" w postaci ssania piersi. To dla niego dobry usypiacz.
- Więc co zrobić?
- Nie reagować, dać się wypłakać.

Lekarz zobaczył moją wątpiącą minę.

- Jak długo taki płacz może trwać? - pytamy.
- Podejrzewam, że maksymalnie 1 h 20 min. Synek się wyśpi i płaczu nie będzie pamiętał, proszę się nie martwić, że jest pani złą matką.

Jeszcze tej samej nocy zabraliśmy się za próbę odzwyczajania od piersi w nocy. Synek nie płakał co prawda godzinę, a 30 minut, ale była to stresująca WIECZNOŚĆ.

Zasnął chyba wykończony własnym szlochem, ale na karmienie obudził się dopiero ok. 3 rano. I było jedno karmienie w nocy.

Obecnie jesteśmy po czterech takich nocach. Faktycznie, karmienie w nocy jest jedno. Czwarta, wczorajsza noc, była najlepsza - Synek obudził się ok. 21:00, pokwilił (to już nie był krzyk ani szloch) pięć minut i zasnął znowu. Karmienie było ok. 1:30 w nocy, później następne już o 6 rano.

Mąż mówi, że i to nocne karmienie będziemy próbowali wyeliminować, ale dla mnie to ozwyczajanie już było dostatecznym powodem wyrzutów sumienia. Bo matka ma cierpliwie się nie wysypiać - takie głupie, nieracjonalne przekonanie, z którego się powoli leczę, bo widzę, że metoda pediatry zadziałała. Synek budzi się z uśmiechem na ustach, ja trochę mniej, bo wciąż o 6 rano marzę o ciepłej pierzynie, ale nie narzekajmy - znajomi i tak żartują, że mamy spokojne dziecko na wiecznie wyczerpanych bateriach, które w dzień dosypia jeszcze ok. 4 godziny.
13.01.2012 o godz. 14:40


A propos nosidła, które dziś prezentowałam na Facebooku: Człowiek to "noszeniak" - dziecko potrzebuje dotyku i bliskości rodziców, dlatego specjalistka namawiała, by nie bać się, że nosząc dzieci zepsujemy je czy rozpieścimy. W tym sposób spełniamy jedną z fundamentalnych psychicznych potrzeb malucha, które wychowując się w poczuciu bezpieczeństwa.

Pozwolę sobie zacytować:

"Małe dziecko potrzebuje kontaktu fizycznego. Ale dlaczego? Bo kiedy czuje przy sobie ciało matki, ma pewność, że nie zostanie porzucone. A to byłoby najgorsze, co mu się może przytrafić. Niemowlę, które czuje, że zostało porzucone, stara się przywołać matkę wszystkimi dostępnymi sposobami. Działa bardzo skutecznie - płacz maleńkiego dziecka wszystkich stawia na baczność. Jest nie do wytrzymania. Jeszcze jedno: kontakt "skóra do skóry" powoduje wydzielanie się (w organizmie i matki, i dziecka) oksytocyny - hormonu miłości.

Jeśli rodzice dają dzieciom poczucie bezpieczeństwa psychicznego, stają się źródłem pewności siebie i równowagi. W okresie niemowlęcym to poczucie zależy od obecności rodziców. Troska, z jaką reagują na potrzeby dziecka, pozwala mu się upewnić, że je akceptują i chronią. Na tej bazie rośnie dziecko ufne i pewne siebie. Takie, które:

• z większą samodzielnością i ciekawością odkrywa otoczenie;
• częściej bawi się samo;
• rzadziej płacze;
• nie wykazuje zachowań lękowych, nerwowych ani agresywnych;
• skrzywdzone szuka bliskości z rodzicami, ale się w nie nie wczepia;
• potrafi odejść do swoich spraw, kiedy smutek i ból mijają;
• wie, skąd wziąć pomoc, i znajduje ją, jeśli czuje, że sytuacja je przerasta;
• daje się szybko ukoić;
• równie często ma potrzebę bliskości, jak dąży do samodzielności;
• już w wieku roku współpracuje z dorosłymi."

Więcej na ten temat tutaj.

Jak widać, początkowa "inwestycja" uwagi i czasu zwraca się szybko. I to w jakiej formie! W postaci wiary w siebie i spokoju. Takich dzieci nie trzeba wychowywać do samodzielności, stają się samodzielne same z siebie w oparciu o swoje poczucie bezpieczeństwa.

Co jednak, kiedy dzieciątko zaczyna ważyć 8-9 kilo, a wciąż chce być noszone?

Wiem z doświadczenia, że to może być trudne, zwłaszcza w przypadku mam, które mają słabe ręce, tak jak ja. Cóż, od tego właśnie są nosidła - ja swojego używam nawet w domu. A jeśli nie to tulę, przytulam i dotykam. No i masuję co wieczór po kąpieli (wcześniej było przed kąpielą) metodą Shantala. O tym jednak innym razem, bo to dobry temat na osobnego posta. :)

Pozdrawiam wszystkie Mamy Noszące.

12.01.2012 o godz. 15:53
statystyki
sekcja użytkownika